10 lat turysta.org: Prawie 150 tysięcy kilometrów, latające barierki i dekada w drodze!
Dokładnie 9 marca 2016 roku wcisnęliśmy przycisk „Opublikuj” pod naszym pierwszym tekstem. Był to wpis: Baranów Sandomierski – co warto zobaczyć, co polecamy?. Gdyby ktoś nam wtedy powiedział, że dziesięć lat później nadal będziemy pisać, pewnie byśmy się roześmiali. Dziesięć lat w internecie to wieczność. W tym czasie portale powstawały i upadały. Zmieniały się algorytmy. A my po prostu cały czas jechaliśmy przed siebie.
Zresztą na początku nasz portal nazywał się inaczej. Zaczynaliśmy pod szyldem turystaonline.pl. Odpalcie nasze najstarsze wpisy i przyjrzyjcie się pierwszym zdjęciom. Wprawne oko wciąż wyłapie w rogach kadrów stare znaki wodne z tamtym adresem. Zmieniła się domena. Zmieniło się niemal wszystko w naszym życiu. Pasja do drogi jednak została.
Zaczynaliśmy z jednym małym aparatem. Dzisiaj jesteśmy zgraną logistycznie, czteroosobową ekipą. W bagażniku wozimy pół domu i arsenał sprzętu. Oto nasza dekada w sieci od kuchni. Nie ma tu lukru. Są za to twarde statystyki, zapach benzyny i smar pod paznokciami.
Od duetu do kwartetu (logistyka poziomu hard)
Kiedyś wyjazd wyglądał bardzo prosto. Ja, Justyna, jeden plecak, kluczyki w dłoń i w drogę. Mogliśmy zatrzymać się w dowolnym miejscu. Jedliśmy o dowolnej porze. Siedzieliśmy na dziedzińcu w Baranowie tak długo, aż zaszło słońce.
Dzisiaj planowanie trasy to skomplikowana operacja wojskowa. Na pokładzie mamy 8-letnią Kornelię i jej 3-letniego brata, Mikołaja. Zmiana statusu na „rodzina 2+2” oznacza drastyczne zmiany. W bagażniku zabrakło miejsca na statyw. Musieliśmy zmieścić wózki, zabawki, przekąski i milion innych niezbędnych rzeczy. Beztroskie spacery zamieniły się w trudną sztukę negocjacji. Mimo to nie zamienilibyśmy tego na nic innego.

Rydwany turysty: Prawie 4 razy wokół Ziemi
Zjeździliśmy mnóstwo kilometrów i przerobiliśmy całą flotę samochodów. Mogłaby ona posłużyć za muzeum grupy VAG. Z dumą patrzymy na naszą najważniejszą statystykę. Przez całą dekadę nie mieliśmy żadnego wypadku. Uniknęliśmy nawet najdrobniejszej stłuczki z naszej winy. Żaden nasz samochód nigdy nie wracał na lawecie.
Nasz portalowy licznik zatrzymał się obecnie w okolicach 148 000 kilometrów. Tak to wygląda w rozbiciu na poszczególne maszyny:
- Krótkie epizody: Skoda Fabia I Hatchback nakręciła z nami symboliczne 2 tys. km. Z kolei klasyczny Passat B5 (1.9 TDI) zrobił pierwszy tysiąc i dopiero się rozgrzewa.
- Solidni pracownicy: Fabia II dołożyła do wyniku 10 tys. km. Poczciwa Fabia Combi przewiozła nas przez solidne 18 tys. km. Nowoczesna Skoda Scala (1.0 TSI) ma już na koncie 22 tys. km.
- Długodystansowcy: Seat Leon Combi (1.2 TSI) zamknął swój rozdział wynikiem 40 tys. km.
Absolutnym królem i ulubieńcem pozostaje pakowna Skoda Roomster (1.4 16v). Od 2018 roku wykręciła z nami potężne 55 tys. km! To auto ma u nas dożywocie i zostanie w rodzinie. Oczywiście czas robi swoje. Niedawno korozja ostatecznie pokonała progi. Wymieniliśmy je w serwisie BWW Auto-serwis w Tarnowie. Tylną klapę z wielką satysfakcją wymieniłem już samodzielnie.

Skoro mowa o mechanikach, musimy wspomnieć o zapleczu. Przez lata nasze samochody serwisowaliśmy w Auto Ruch. Od 2022 roku mamy jednak inny podział obowiązków. Wszystko, czego nie potrafię naprawić sam, załatwia Dziupla u Petera. Zaznaczamy, że to nie jest reklama. Dobry mechanik ratujący tyłek przed wyjazdem to skarb.
Blizny wojenne i latające barierki
Nie powodowaliśmy wypadków, ale przygody nas nie omijały. Nasze samochody zebrały przez te lata solidną kolekcję wojennych blizn. Przetestowaliśmy naszą cierpliwość do granic możliwości:
- Starcia z infrastrukturą: Najbardziej absurdalna przygoda? Spotkanie z latającą barierką. Spadła ona prosto na nasz samochód w trakcie jazdy. Batalia prawna z firmą Pavimental Polska kosztowała sporo nerwów. Zakończyła się jednak naszym pełnym sukcesem.
- Ataki z nieba: Natura testowała naszą blacharkę dwukrotnie. Raz bezlitosny grad dopadł Scalę w Tarnowie. Drugi raz lodowy ostrzał uderzył w Seata na Słowacji, pod samym Chopokiem.
- Latające obiekty: Seat oberwał konarem drzewa podczas jazdy w trakcie potężnej burzy. Wracaliśmy wtedy z córką ze spotkania z Nelą Małą Podróżniczką w Piwnicznej. Z kolei Roomster zaliczył klasykę autostradową. Wymienialiśmy przednią szybę po strzale kamykiem.
- Awarie w trasie: Mieliśmy ulewę z padniętym mechanizmem wycieraczek ratowanym częściami z krakowskiego salonu Interauto ul. Kocmyrzowska. Pamiętamy urwany wydech w Fabii II i wyjące łożyska w Seacie. Przeżyliśmy też błąd EGR i „Check Engine” w nowej Scali.
Przez wizjer i szklany ekran (Ewolucja sprzętowa)
Ewolucja naszego portalu to także zupełnie inny sprzęt fotograficzny. Jakość zdjęć zawsze była absolutnym priorytetem. Terabajty naszych danych bezpiecznie spoczywają na domowym serwerze.
- Era dinozaurów: Zaczynaliśmy od malutkiego Nikona D40. Miał zaledwie 6 megapikseli i uczył pokory. Chwilę później używaliśmy Nikona D50.
- Nowożytność: Przesiadka na Nikona D3300 dała nam potężny skok rozdzielczości.
- Półka dla wymagających: Modele Nikon D7100 i D7200. To solidne puszki, które przetrwały najtrudniejsze wyprawy.
- Ciężka artyleria: Zabieraliśmy na szlaki pancerne korpusy (Nikon D2x oraz legendarny D3). Z tym drugim modelem wiąże się genialna historia. Nasz egzemplarz D3 należał wcześniej do fotografa byłego prezydenta Andrzeja Dudy. Dźwiganie tych „czołgów” bolało. Dawało to jednak niesamowitą satysfakcję z obrazka.
- Teraźniejszość: Nasze plecy w końcu odpoczywają. Działamy na pełnoklatkowym, bezlusterkowym Nikonie Z5.
Mobilna rewolucja w kieszeni
Z biegiem lat do ciężkich Nikonów dołączyły smartfony. Pamiętamy czasy przecierania szlaków z Huawei P9 lite i P20 lite. Wtedy to był szczyt technologicznego luksusu. Przełomem okazał się Samsung Galaxy S20 FE. Pokazał on, że telefonem da się zrobić solidny materiał. Dzisiaj używamy bardzo konkretnego zestawu. Justyna operuje Samsungiem Galaxy S24, a ja uwieczniam rzeczywistość modelem Galaxy S24 FE.
Mapa wspomnień: Gdzie zaniosły nas koła przez dekadę?
Kiedy dekadę temu wrzucaliśmy do sieci pierwsze relacje i zdjęcia, nasze wyjazdy wyglądały zupełnie inaczej. Dziś każdą ścieżkę, hotel i atrakcję testujemy już w czteroosobowym składzie. Przez te 10 lat na mapie naszych wojaży znalazło się mnóstwo miejsc, do których z radością wracamy z dziećmi. Oto te, które najmocniej zapisały się w historii bloga:
1. Tatry, Bieszczady i nasza górska pasja
Góry to u nas fundament. Przeszliśmy długą drogę – od zdobywania szczytów z Korony Gór Polski po poszukiwanie najlepszych dolinek i atrakcji dla mniejszych turystów.
- Tatry: Wjeżdżaliśmy na Kasprowy Wierch pierwszą polską kolejką linową, maszerowaliśmy na Kalatówki w poszukiwaniu najlepszej zimowej szarlotki i polecaliśmy Wam rewelacyjne, darmowe Centrum Edukacji Przyrodniczej TPN w Zakopanem.
- Bieszczady: Dobrze pamiętamy wyczerpujący marsz po setkach schodów na Tarnicę, ale to nowsza odsłona regionu zrobiła prawdziwą furorę wśród najmłodszych – z przeszklonej gondoli kolei w Solinie i Parku „Tajemnicza Solina” po prostu nie chcieliśmy wracać!

2. Słowacja – nasz sprawdzony, drugi dom
Nasi południowi sąsiedzi to kierunek, do którego uciekamy regularnie (nawet jeśli to właśnie tam pogoda potraktowała naszego Seata lodowymi pociskami). Mają mnóstwo genialnych rozwiązań na rodzinne eskapady.
- Spacerkiem w górę: Pokazaliśmy, że wózkiem da się zdobywać góry, spacerując bez przeszkód na widokową Magurkę w Magurze Spiskiej czy na Hrebienok w Tatrach Słowackich.
- Zwierzęta i leśne szaleństwa: Absolutnym hitem było spotkanie oko w oko z cudownymi susłami na Muránskiej Planinie. Dokładnie prześwietliliśmy też Ścieżkę w Koronach Drzew w Bachledce i tamtejsze Królestwo Lasu. A już na przełomie lipca i sierpnia wracamy tam na kilka dni – tym razem by eksplorować Szczyrbskie Jezioro!

3. Nasze podwórko: Tarnów i Małopolska
Nie zawsze trzeba zajeżdżać opony na drugim końcu kraju, by świetnie się bawić. Często udowadniamy to, eksplorując okolicę naszego Tarnowa.
- Tarnów i relaks nad wodą: Testowaliśmy zimowe sanki na Marcince i emocjonującej „Diablej Górce” w Parku Sanguszków, a latem szukaliśmy ochłody na basenie w Radomyślu Wielkim czy nad Rivierą Radłowską.
- Lokalne odkrycia z dzieciakami: Oglądaliśmy jesienne słoneczniki w kolorowym Zalipiu, karmiliśmy zwierzaki w Mini Zoo Zaczarnie i patrzyliśmy na okolicę z wieży widokowej na Bocheńcu w Jadownikach. Do tego obowiązkowa była podziemna przeprawa łodzią przez Komorę Ważyn w Kopalni Soli w Bochni!

4. Beskidzkie ścieżki i fascynujące centra edukacyjne
Na naszej mapie nie mogło zabraknąć Beskidów, Śląska i miejsc pełnych ciekawostek (idealnych na wyjazdy, kiedy wycieraczki ledwo nadążają ze zbieraniem deszczu).
- Beskidy: Od historycznych, wyczerpujących wejść na Mogielicę i Lackową, przez letnie szaleństwa na torze saneczkowym na Czantorii, aż po zdobycie wieży widokowej i zabawę na wielkim statku w Dąbrówce nad Jeziorem Mucharskim.
- Wycieczki pełne wrażeń: Tropiliśmy Kocią Szajkę, rozwiązując z dziećmi zagadki w Cieszynie, spotkaliśmy daniele w darmowym Mini Zoo w Parku Habsburgów w Żywcu i niemal dosłownie polecieliśmy w kosmos w fantastycznym Podkarpackim Centrum Nauki „Łukasiewicz” pod Rzeszowem (po drodze kasując Check Engine w Scali!). Daliśmy się też wciągnąć w opowieść o Małej Syrence w Europejskim Centrum Bajki w Pacanowie.

Co dalej? Czas na powrót do korzeni
Mamy 10 lat za sobą. Zatarliśmy wiele opon i nawinęliśmy 148 tysięcy kilometrów. Zrobiliśmy też dziesiątki tysięcy zdjęć i opisaliśmy setki wspaniałych miejsc.
Z czystego sentymentu podjęliśmy ważną decyzję. Nasz pierwszy wpis o zamku w Baranowie Sandomierskim z 2016 roku nigdy nie zostanie zaktualizowany. Niech wisi w sieci w niezmienionej formie. Zachowa swój stary styl i archaiczny znak wodny. To nasz piękny, cyfrowy pomnik.
Nie oznacza to jednak porzucenia tematu Baranowa! Wręcz przeciwnie. Wkrótce planujemy powrót do tego samego zamku. Stworzymy zupełnie nowy artykuł z innej perspektywy. Wejdziemy tam jako doświadczona rodzina z trzylatkiem i ośmiolatką. Zobaczymy, czy to miejsce nadal ma w sobie tę samą magię.
Zbieramy siły i pakujemy Roomstera. Odpalamy sprzęt i ruszamy po kolejne kilometry!
Współtwórca bloga i portalu turysta.org. Główny logistyk, kierowca i techniczne serce całego projektu. Pasjonat górskich szlaków, dobrej architektury i precyzyjnie zaplanowanych tras. W podróży z Justyną, Kornelią i Mikołajem codziennie udowadnia, że rodzinne wyprawy to najlepsza przygoda życia i trening cierpliwości w jednym.

